Pokazywanie postów oznaczonych etykietą racjonalizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą racjonalizm. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 marca 2011

Prawda, szczęście i małe kłamstewka.

Czy prawda daje szczęście?
By znaleźć odpowiedź na te pytanie, należy wyjaśnić czym owa prawda jest. Przede wszystkim prawdy nie należy mylić z subiektywnym odczuciem instynktownego przekonania, jakie na tacy podaje nam nasz umysł, bez odrobiny refleksji. Prawda nie jest też wpojoną przez tradycję i kulturę gotową odpowiedzią, jaką pozostawiły nam poprzednie pokolenia. Nie jest też głosem większości, mimo że wydaje się to rozsądne słuchać głos ludu. Prawda ku zaskoczeniu wielu, jest obiektywna. Jest rzetelną relacją rzeczywistości, często ulotną i niedostępną naszej ułomnej percepcji. Niemniej przy odrobinie wysiłku jesteśmy w stanie ją poznać. By poznać prawdę, trzeba wyzbyć się wrodzonej ślepoty, przyzwyczajeń, tendencji do łatwych wyborów i potrzeby akceptacji w relacjach społecznych. Niestety prawda wymaga wyrzeczeń. Wyrzeczeń na tyle dotkliwych, że zazwyczaj z niej rezygnujemy. Nie bez kozery powiadają, że prawda bywa bolesna,  również dlatego, że obnaża nasze powszechna zakłamanie. 
Prawda często wywołuje wewnętrzny dysonans, powodując rozdarcie pomiędzy poczuciem przyzwoitości, a zdroworozsądkowym zachowaniem na rzecz własnego wizerunku społecznego i stoi w sprzeczności z wszechobecnym konformizmem. Wyzbycie się wszelkich masek i zakłamań w relacjach miedzy ludzkich, skazuje nas w konsekwencji na odtrącenie i alienację.  Człowiek odtrącony nie może być szczęśliwy. Nawet odludki i dziwolągi potrzebują akceptacji, dlatego łączą się w subkultury. Ale nawet w ramach tych grup "wsparcia", by utrzymać wzajemne relacje trzeba zachować pewne konwenanse, maski i inne małe kłamstewka.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Samostanowienie na poziomie gatunku.

Człowiek, jako gatunek, by przetrwać musiał ciągle się dostosowywać. Stał się niezwykle mobilny, był zbieraczem i myśliwym jednocześnie. Jako wszystkożerna, maszyna biologiczna przystosował się do egzystowania, w imponującym spektrum krajobrazów i środowisk. Gdy okazało się, że to to nie wystarcza by odnieść spektakularny sukces biologiczny i pokonać przeciwności presji środowiska naturalnego, nasz gatunek jakby zwolnił w przemianach cech biologiczny, mających na celu poprawę dostosowania się do środowiska. Nagle pewne cechy funkcjonalne centralnego układu nerwowego, pozwoliły mu spojrzeć na środowisko jak na coś do okiełznania.  Na początku bez świadomości potęgi tego punktu widzenia, powoli zaczęliśmy uwalniać się z okowów genetycznego determinizmu. Zaczęliśmy od prostych domostw, zamiast jaskiń, potem przyszedł czas na rolnictwo i pierwsze miasta, od tych skromnych początków minęło zaledwie kilka tysięcy lat.

niedziela, 30 stycznia 2011

Puzzle poznania - o złożoności wszechświata.

Świat ze swoim multiuniwersum wzajemnych powiązań, wydaje się być zbyt skomplikowany, jak na możliwości ludzkiego umysły. Złożoność problemów relacji, a nawet sama jego geneza sprawia, że wszechświat wydaje nam się obcy i zły, choć sami niezaprzeczalnie jesteśmy jego częścią.

Od zamierzchłych lat poznajemy go w wycinkach i to głównie mieszczących się w bardzo wąskim paśmie naszej ograniczonej percepcji, w jaką wyposażyła nasz natura i którą  poszerzamy odrobinę dostępnymi technologiami. Na domiar złego  nasze umysły mają naturalną tendencję do upraszczania, do gromadzenia danych w postaci symbolicznej i posługiwania się porównaniami do dostępnych i wyuczonych wzorców, co utrudnia jeszcze bardziej dostrzeganie wzajemnych  relacji, jakie zachodzą między z pozoru odmiennymi zjawiskami we wszechświecie zarówno w skali makro jaki i mikro. Kiedyś wydawało się, że już zrozumieliśmy podstawowe zasady rządzące naszym wszechświatem: liniowy upływ czasu, zasada przyczynowości, geocentryzm itp. A tu masz ci los -dzięki zdobyczom technologii, udało nam się poszerzyć horyzonty. Cały dotychczasowy, sposób postrzegania świata diabli wzięli: a to ziemia zaczęła kręcić się w okół słońca,  a to czas przestał płynąć wszędzie tak samo, a na dodatek  konsekwencje teorii kwantowych, które zachwiały fundamentami naszego rozumowania - stanęły w sprzeczności z logiczną jak się dotychczas wydawało regułą "jest przyczyna, to jest skutek". Takie wywrotowe "rewolucje" w nauce, wcale nie świadczą o jej słabości. Wręcz przeciwnie są dowodem na to, że nauka to nie czyjeś widzi mi się, ale skuteczne narzędzie poznania, które dzięki ciągłemu poszukiwaniu i rewizji dotychczasowych osiągnięć, jest wstanie dotrzeć najbliżej prawdy, o wszechświecie.

niedziela, 16 stycznia 2011

Archeologia sakralna.

Wyobraźcie sobie wykopaliska na terenie dzisiejszej Polski za 1000 lat. Gdzie nie wbijesz łopaty tam pomnik lub popiersie  JPII . Nie ma już w Polsce miasta w które nie jest w posiadaniu choćby jednego pomnika JPII. Mało tego zazwyczaj jego kult wtłaczany jest krajobraz społeczno-urbanistyczny, w pełnym pakiecie w skład którego wchodzą zazwyczaj: 
  • wspomniany pomnik z JEGO podobizną, 
  • dwie, trzy organizacje JEGO imienia, 
  • szkoła JEGO imienia, 
  • kilka tablic pamiątkowych z JEGO imieniem, 
  • ulica, plac, 
  • honorowe obywatelstwo, nawet w miastach do których nigdy nie zawitał, 
  • no i obowiązkowo krzyż JEGO imienia, jeśli nie w centrum, to przynajmniej tak wieki by nie było sposobu go przeoczyć, 
  • osobne półki w każdej księgarni i bibliotece poświęcone biografiom i wspomnieniom JEGO postaci, 
  • jakieś doroczne świeckie święto ku JEGO chwale, 
  • że nie wspomnę o wciąż trwającej w kościołach histerii po JEGO odejściu, aczkolwiek w tym wypadku to wewnętrzna sprawa tej instytucji.

sobota, 18 grudnia 2010

Racjonalizm i wiara.

Sporo wśród ludzi o poglądach  racjonalnych jest osób wierzących, które częstokroć są celem ostrych ataków „ateistycznych ewangelistów” - sam zresztą też kiedyś zapędziłem się w taką pyskówkę stając po stronie „ewangelistów”. Wierzącym, częstokroć na swoją modłę, a nie zgodnie doktrynami miłościwie nam panującego KRK, zarzuca się skrajny irracjonalizm i próbuje się ich wysadzić całkowicie poza społeczność racjonalistów. Co w moim przekonaniu jest to mocno krzywdzące i niesprawiedliwe.

Śmiem zatem twierdzić, że wiara nie wyklucza racjonalistycznych (czy też racjonalnych) poglądów. Jednocześnie w pełni zgadzam z twierdzeniem, że wiara jako taka jest irracjonalna i stoi w opozycji do racjonalności. I mimo oczywistego dysonansu, istnieje sensowne jego wyjaśnienie. Należy sobie zdać sprawę z tego, że na całość naszej osobowości składają się elementy racjonalne i irracjonalne i to między innymi one stanowią o naszym człowieczeństwie. One ciągle się w nas ścierają. Bez względu na to jak bardzo racjonalni staramy się być, co jakiś czas wyjdzie z nas irracjonalny zwierz. U jednych objawia się to fobiami, lękami, natręctwami, lekkimi paranojami, naiwnością, potrzebą autorytetu, płonnymi nadziejami, czy czymś co mieści się w definicji poczucia intuicji. Do tego worka błahych irracjonalnych zachowań śmiało można dorzucić „soft religijność”, z jej potrzebą posiadania nieomylnego autorytetu, z naiwną wiarą, z nadzieją na życie wieczne i strachem przed karą za grzechy. Pytam, zatem czy ateista z arachnofobią, czy mający nadzieją na wygraną z ciężką chorobą mimo jednoznacznej diagnozy, nie może być racjonalistą? Tym samym czy człowiek wierzący (nie ortodoks), a posiadający otwarty umysł jest skazany na irracjonalizację totalną?

środa, 13 października 2010

Fotony wieków średnich.

Witelon (mój ziomek), Galileusz, Kopernik - byli jak fotony w mrokach średniowiecza. Jak one posiadali dwoistą naturę. Z jednej strony korpuskularnie związani byli z kościołem, bo w owych czasach niebyło większego wyboru dla naukowców. Z drugiej zaś strony stanowili falową ciągłość nauki i postępu, która dzięki nim i wielu im podobnym oddziałuje na świat, już nie jako wątły promyk, ale jako solidny snop światła skierowany we wciąż nieprzeniknioną ciemność.





Myśli przyswojone i umyślone. Zestaw przemyśleń, filozofii z ludu, codziennych udręk i głupich lub nie pomysłów. Generalnie strzępki wielkich i małych idei, których przez zwykłe lenistwo nie wprowadzam w życie. (racjonalizm, transhumanizm, filozofia, ewolucjonizm, ateizm, darwinizm kongwistyka i etyka i inne przez pryzmat własnych przemyśleń)

poniedziałek, 11 października 2010

Rewolucje ewolucji.

Ewolucja i rewolucja to pozornie dwa antagonizmy. Jedna wytrwała i systematyczna, powoli zmierza ku bliżej nieokreślonemu celowi zdana całkowicie na przypadek. Druga gwałtowna, radykalna, niszczy co stare by na koniec zjeść własne dzieci. Gdzie zatem jest wspólny element obu zjawisk? Czy rzeczywiście są to zupełnie odmienne czynniki zmian? A może są to dwie różne strony, ale jednak tej samej monety?
Otóż rewolucja wydaje się być pewnego rodzaju stanem nieustalonym, wzbudzeniem i katalizatorem ewolucji. Czynnikiem zmieniającym jej kierunki  lub dynamikę obranego trendu. Mimo swoich warunków początkowych zmiany jakie wstępnie zapoczątkowuje rewolucja mają charakter krótkotrwały i częstokroć nie zostają one utrwalone w dalszych przemianach już o charakterze ewolucyjnym. Ba bywa, że nawet kierunki, zmian po jakimś czasie stają się zupełnie niezbieżne do wektora wyznaczonego przez rewolucję, jakby na zasadzie kompensacji o zbyt dużym wzmocnieniu. Tak więc wydaje się, że rewolucja jest  fluktuacją  w nieskończenie ciągłym procesie ewolucji. Siła tego zaburzenia wpływa na to czy procesy ewolucyjne wskoczą na inny posiom, czy też po pewnym czasie ponownie się ustabilizują i powrócą na dawne tory. Rozciągłość w czasie procesu ewolucji,  może sprawiać, że stopniowo  zaczyna on dążyć do stagnacji. Co w konsekwencji doprowadza do stanu w którym nawet drobne zakłócenie może zaburzyć wypracowany "ład" i pozorną stabilność. Im mniejsze tempo reagowania na zamiany - dynamika ujemnych sprzężeń zwrotnych - tym większe szanse samowzbudzenia i generacji zakłóceń czyli  rewolucji.
Powyższe procesy odnoszą się do wielu  zagadnień ewolucyjno-rewolucyjnych zarówno w wymiarze biologicznym, społecznym jak i kosmologicznym.  

sobota, 9 października 2010

Wyznanie wiary.

Jam jest Fidel
fidel - fidelis
pełen wiary
wiary w człowieka
człowieka i jego rozum
rozum spragniony i otwarty
otwarty na nowe
nowe idee i doznania
doznania realne
realne choć pełne emocji
emocji pozytywnych
pozytywnych jak moje nastawienie
nastawienie do świata
świata materialnego 
materialnego  i skończonego jak ja

poniedziałek, 27 września 2010

Pytania o... wszechswiat

A z czego powstał bóg? Kto go stworzył? Czy może ten bóg powstał z niczego? Skoro bóg mógł powstać z niczego to może i wszechświat powstał z niczego. Tylko w takim układzie po co ten bóg? I co to jest ta nicość? Przepraszam, że sypię pytaniami i zamiast rozjaśniać komplikuję temat. Ale temat nie jest prosty z punktu widzenia nauk przyrodniczych i filozofii. Wystarczy pogrzebać trochę po sieci na pewno (wiem bo sam kiedyś sprawdzałem) znajdzie się tam trochę teorii o powstaniu wszechświata. Nie rozwieje to w 100% trapiących wątpliwości, ale da przynajmniej obraz alternatywnych możliwości. Kierunek naukowego wyjaśnienia wszechświata wydaje się najlepszy bo ciągle dynamiczny, cały czas się zmienia koryguje dążąc do celu, który może kiedyś osiągniemy albo i nie . Ale to lepsze niż ślepo wierzyć w dogmat, no chyba, że konkluzją badań naukowych będzie udowodnienie istnienia siły sprawczej, która dla jednych będzie bogiem dla innych teorię wszystkiego. Filozoficznie problem początku chyba jest przysłowiowym węzłem gordyjskim, choćby dlatego, że nasze rozumy są na sztywno osadzone w czasie. Czas zdominował nasz sposób myślenia, zawsze poszukujemy początku i o ile potrafimy w jakimś stopniu przyswoić sobie, że coś dąży do nieskończoności tak ciężko nam przyjąć, że coś mogło niemieć początku. Bo wydaje się, że zawsze było coś przed, tyle że to coś niekoniecznie istniało w naszej czterowymiarowej rzeczywistości. Nasza percepcja nas zwyczajnie oszukuje i ogranicza. Naprawdę warto sobie z tego zdać sprawę zanim zaczniemy mówić, że coś jest niemożliwe. Zastanawiam się czy kiedyś w dalekiej przyszłości homo sapiens albo jego naturalny lub techniczny następca, posiądzie taki stopień rozwoju intelektualnego, który pozwoli mu wyrwać się na dobre z okowów rzeczywistości czterowymiarowej. Aby to osiągnąć trzeba zmienić prawie wszystko zaczynając przede wszystkim od semantyki języka, który musi być bardziej podobny do języka matematyki niż naturalnego języka naszego gatunku. Na takim języku musi oparta być mentalność przyszłości. Namiastkę takiego pojmowania rzeczywistości widać u teoretyków fizyki i matematyków operujących w swoim życiu zawodowym innym językiem niż ten jakim posługują się w kontaktach ze społeczeństwem.

Myśli przyswojone i umyślone. Zestaw przemyśleń, filozofii z ludu, codziennych udręk i głupich lub nie pomysłów. Generalnie strzępki wielkich i małych idei, których przez zwykłe lenistwo nie wprowadzam w życie. (racjonalizm, transhumanizm, filozofia, ewolucjonizm, ateizm, darwinizm kongwistyka i etyka i inne przez pryzmat własnych przemyśleń)

sobota, 25 września 2010

Ekonomia polityczna ducha świętego.

Czym, że jet sławetny duch święty, na którego natchnienie powołują się książęta kościoła, motywując swoje często kontrowersyjne decyzje? Czym jest faktycznie (realnie) katolicki duch święty? Jaka jest jego racjonalna definicja? Hierarchia ojców kościoła musiała mieć jakiś konkretny powód by we wczesnych wiekach naszej ery wprowadzić go na szczyty katolickiego panteonu bóstw. Co tak naprawdę kieruje purpuratami podczas takiego konklawe? "Natchnienie" jakiego doznają pochodzi z ich własnych umysłów z chłodnej analizy, jaką przeprowadzają w zakamarkach swoich myśli. Duch ten to pięknie przybrany w białe gołębi piórka i spersonifikowany rachunek zysków i strat. Polityka czy zwykłe wyrachowanie nie sprzedałyby się tak dobrze tłumom jak istota mistyczna. Więc ekonomia polityczna i public relation  Kościoła Rzymsko-Katolickiego wygenerowały na własne potrzeby byt wirtualny usprawiedliwiający ich często niedorzeczne decyzje i tym samym ściągający z nich odpowiedzialność za ich konsekwencje ("Bóg pod postacią ducha świętego tak chciał...")

Myśli przyswojone i umyślone. Zestaw przemyśleń, filozofii z ludu, codziennych udręk i głupich lub nie pomysłów. Generalnie strzępki wielkich i małych idei, których przez zwykłe lenistwo nie wprowadzam w życie. (racjonalizm, transhumanizm, filozofia, ewolucjonizm, ateizm, darwinizm kongwistyka i etyka i inne przez pryzmat własnych przemyśleń)

piątek, 24 września 2010

Indywidualizm we wspólnocie.

Religia daje nam fałszywe poczucie braterskiej, wspólnoty, kosztem własnego indywidualizmu. Im silniejsza wspólnota tym mocniej wyprane z poczucia własnej wartości mózgi jej członków. Hermetyczne społeczności cechuje, niechęć do obcego i odmienności. Presja jaką wywiera się na poszczególnych członków danej wspólnoty jest  zależna od jej zżycia i wzajemnych relacji. Im te relacje są bliższe i częstsze tym poziom uzależnienia własnych decyzji od poglądów wspólnoty jest większy. Przykładem mogą być społeczności wiejskie, gdzie  występuje zjawisko moralności zbiorowej, będące wypadkową  tradycji, opinii lokalnych autorytetów i kazań proboszcza. Ze względu na rozmycie relacji, zjawisko takie nie występuje w aglomeracjach miejskich, gdzie swoboda  reprezentowania rozmaitych poglądów, z reguły nie spotyka się z szykanami.   

poniedziałek, 20 września 2010

Boska teoria niczego.

Dywagując w tematyce dowodzenie istnienia/nieistnienia boga (w formie dowolnej), posłużę się metaforą (parabolą nawet) i stworzę na potrzeby tego problemu jakąś wyimaginowaną teorię powstania wszechświata, której to propagatorzy są przekonani, że opisywanych przez nich procesach powstało wszystko co nas otacza. Nazwę ją TEORIĄ X. Propagatorzy tej teorii są przekonani o jej słuszności, choć nie mają żadnych dowodów na jej potwierdzenie. Owszem operują jakimś aparatem matematycznym. Wskazują na jakieś poszlaki. Niestety nie są wstanie jej udowodnić. Teoria jest dla nich fundamentalna, dyskutują o niej zwołują sympozja, na których dochodzą do rozmaitych wniosków: A to, że teoria ta jest niepodważalna, a to że jest jedyną słuszną, a to że żaden ludzki umysł nie jest wstanie jej zgłębić do końca. Z braku dowodów propagatorzy stają się wyznawcami więc pozostaje im wiara w to, że ich teoria jest prawdziwa. Nie trywialna wiara w coś tam, lecz w istotę bytu i genezę rzeczywistości.

piątek, 17 września 2010

O naturze bytów nadprzyrodzonych.- myśl zwięzła.

Jedyny byt nadprzyrodzony na jaki się do tej pory natknąłem w świecie realnym, to istota fizyczna człowiekiem zwana. Nasz gatunek jest stwórcą wszechmocnym. To on stworzył w swoim przedziwnym umyśle tysiące bóstw, demonów i innych ektoplazmopochodnych bytów pomniejszych. Po czym mocą sprawczą samej myśli tylko z lekka przybranej  kreatywną fantazją, sam uwierzył w to co stworzył. Ba cześć dziełu swojemu oddając zatracił swą pierwotną rolę stwórcy na rzecz dzieła. Zaiste  wymaga to nadprzyrodzonej mocy...




Życie wieczne czeka nas, umierać więc czas.

Po śmierci zaczyna się kolejny ważny etap naszej fizyczne egzystencji - gnicie. Bakterie i robaki zapewniają naszej natchnionej życiem biomasie kolejne miliony wcieleń. Szukamy w dalekich niebiosach, a nieśmiertelność po wieczne czasy mamy tuż pod nogami wystarczyć wbić łopatę...